Bieszczady – wszystko czego dusza pragnie

Bieszczady. Wszystko czego dusza pragnie!
FullSizeRender (10)Udało się zresetować. Udało się założyć buty po długiej kontuzji i pobiegać. Udało się slow life. Bo…byłam w Bieszczadach.
Aż głupio się przyznać, że widząc już trochę świata moja noga po raz pierwszy dotknęła bieszczadzkiej ziemi.
A wszystko to dzięki mojej kuzynce, która  postanowiła wyjść za mąż, a że mieszka w Sieniawie…
I tak powstał pomysł rodzinnego wyjazdu w Bieszczady.
Wetlina? Toż to koniec świata! Moja koleżanka spojrzała na mnie z politowaniem. Z dziećmi? Samochodem?
O rany! Paweł, ile to kilometrów? 800? My z Gdańska to serio tylko do Szwecji mamy blisko. Damy radę , pocieszałam się przypominając sobie wszystkie awantury wszczęte przez Anię, kiedy podróż trwała dłużej niż 15 min 🙂 I jęki Maryśki „kiedy wreszcie będziemy” na miejscu? 10 godzin w samochodzie?? Jak to przeżyć?
-„Przenocujmy w Kazimierzu Dolnym. Musisz go zresztą sama zobaczyć,,  powiedziała mama.
” a dzieciom kupimy jakieś nowe gadżety do samochodu i jakoś je przekupimy „. Będzie dobrze…
I o dziwo, dziewczyny połowę drogi słodko śpią, drugą połowę śpiewamy piosenki  z nowo zakupionej płyty. Pana tik taka i pocałuj żabkę w łapkę mamy opanowane do perfekcji 🙂  Tak naprawdę jestem zdziwiona jak widzę tablicę z napisem Kazimierz Dolny. No i natychmiast zakochuję się po uszy w tym małym, skromnym mieście o wielkiej duszy… Czas jakby się tu zatrzymał…

kazimierzWprawdzie gęsi pipek w żydowskiej restauracji nie budzi mojego zachwytu ale lody robione według starej receptury poprawiają ogólne wrażenie kulinarne.
IMG_8041Następnego dnia w drodze  też jest nieźle ( mimo tych krętych dróg i poczucia, że wielka  kanapka z mozarellą i kaparami na śniadanie nadal leży mi na dnie żołądka ). I jesteśmy. W naszym ( na tydzień ) domu w Wetlinie.
IMG_8455I jest tam wszystko. Łanie pasące się na łące przed domem, podczas gdy ja gapię się na góry z kawą w ręku, w kompletnej ciszy przerywanej jedynie krzykiem ptaka albo dziewczynek 🙂
IMG_8150Ognisko, które TriTata potrafi rozpalić mimo silnego wiatru.
Jazda na koniach. Góry i oscypki. Piwo dla dorosłych. Pierogi dla dzieci i dla dorosłych też. Wieczorem gry w Tribonda i Taboo ( robię postępy i hurra w parze z Pawłem wygrywamy)!
3Jest  echo odbijające się o góry  i wracające do nas głośne i wyraźne. Ania jak pierwszy raz je usłyszała to mówi ,, Mama, Ania idzie spać „. Bała się Miałam chętkę zabrać to echo ze sobą do Gdańska i trzymać je w szafie i czasami zawołać do pomocy  kiedy moje małe dziecko nie chce iść spać, ale doszłam do wniosku, że niech to echo zostanie w Bieszczadach. Tu jego miejsce. Jedynie pogoda kaprysiła przez pierwsze parę dni. W Gdańsku było gorąco a u nas raczej zimno i deszczowo, a no przecież zawsze jest na odwrót. Mieliśmy kalosze i kurtki przeciwdeszczowe. I było też super!
12 Bieszczady sprawiają wrażenie końca świata i zachwycają. Swoją naturalnością. Nie widać tu ludzi z Krupówek. Nie ma poszu. Jest za to pełno ludzi z plecakami. Busa prowadzi facet, który wygląda jak wyciągnięty z planu amerykańskiego westernu i co dziwne  wygląda absolutnie na swoim miejscu. Jedzenie najlepsze, nie w eleganckich zajazdach ale u Pana w barze w Wetlinie. Jego kartacze z mięsem i zupa cebulowa to bajka. Wyjeżdżamy zakochani w Bieszczadach ( nic oryginalnego, podejrzewam ) naładowani energią pozytywną z solennym przyrzeczeniem powrotu w przyszłości!! Niedalekiej przyszłości!
FullSizeRender (11)Wiecie co mi się marzy? Jakiś bieg w Bieszczadach. No może nie od razu rzeźnik . Może jakiś rzeźniczek. Ale chce tu wrócić. Chce tu biegać.
FullSizeRender (12)FullSizeRender (8)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− 3 = 2