Debiutujesz? Przeczytaj!

IMG_0050Pojutrze mój pierwszy tri start w tym sezonie. Zeszłoroczna przerwa przez kontuzję stopy wyłączyła mnie na kilka miesięcy z treningów. W zeszłym sezonie udało mi się jedynie przepłynąć w triatlonowej sztafecie. Ponieważ wystartowaliśmy wtedy wszyscy czyli Paweł, moi bracia i tri przyjaciele to było to naprawdę super doświadczenie i się extra bawiliśmy! W tym roku czekają mnie trzy tri starty. W najbliższą niedzielę, 18 lipca w Starogardzie Gdańskim – impreza Triathlon Energy, a w lipcu czeka na mnie Bydgoszcz oraz mój kochany Gdańsk, gdzie stanę nad brzegiem morza w, tak jak trzy lata temu podczas mojego debiutu…

Plan ambitny ale trochę gorzej z wykonaniem albo ściślej z przygotowaniem się. Ale mam dużego sprzymierzeńca. Moją głowę, napakowaną pozytywnymi myślami. Wiem, że „tanio skóry nie sprzedam”… 🙂 Dodatkowo – przedwczoraj Paweł zdecydował, że wystartuje ze mną. Chyba widzi, że nie mam „szczytowej” formy i wystartujemy ramię w ramię. Może uda się wbiec razem na metę!
Paweł to też gwarancja, że niczego nie zapomnę (jak np. okularów na rower i bieg –patrz Gdynia trzy lata temu – okulary kupione w ostatniej chwili za 10 zł na starganie – dały radę).
Dlatego zapisałam sobie kilka najważniejszych rad. Wyjadacze triathlonowi mogą się obśmiać, ale jeżeli jesteś debiutantem, przeczytaj! Serio, może się przydać.

  1. Nie dawaj z siebie wszystkiego od razu na pierwszych metrach. Na początku będzie adrenalina, podniecenie, będziesz czuć energię jak z kosmosu. Nie daj się temu aż tak ponieść. Może nie wystarczyć na cały dystans. Zwłaszcza na bieg. Zacznij w tempie, które będzie Ci się wydawało wooolneee. Z dużym prawdopodobieństwem będzie prawidłowe. Pamiętam start Pawła w Górznie, 6 lat temu. Czekam na niego przy strefie zmian, kończy rower, schodzi, ubiera buty na bieg i…. nie może ruszyć w żadną stronę.. Za bardzo wtedy przepalił nogę. Jego mina i ta niemożność oderwania nóg od asfaltu – bezcenna.
  2. Zamek w piance ma być na plecach. Widziałam parę osób, które zakładały inaczej i chyba musiało to być bardzo niewygodne J Jeżeli masz kask czasowy to ta wąska część ma być z tyłu!
  3. Nie ustawiaj się w pierwszej linii w wodzie! Nie chcesz od razu na starcie dostać z łokcia, albo wpaść w tzw. „pralkę”. Spokojnie ustaw się tak, żeby było komfortowo. Jeżeli jest możliwość zanurzenia się przed startem, zrób to. Nie będzie dodatkowego szoku termicznego.
  4. Pamiętaj ,że po wyjściu z wody możesz odczuć lekki zawrót głowy. Absolutnie normalne – błędnik szalej. Przejdź te parę kroków . Jeszcze się nabiegasz.
  5. Strefa zmian. Nie ma nic gorszego niż źle założone skarpetki (ja tam zawsze zakładam ) , albo ziarnko piasku uwierające do końca zawodów. Może przydać się mały ręcznik do wytarcia stóp).
  6. Jeżeli jesteś matką karmiącą (ja byłam, gdy debiutowałam) ściągnij mleko tuż przed startem, będzie lżej!!!
  7.  Pamiętaj ,gdzie zostawiłaś ( eś) rower. Zawodnik biegający w amoku po strefie, szukający swojego rumaka to częsty widok na zawodach. Będzie tam stał w gąszczu (chyba, że będziesz mieć szczęście wyjścia z wody ostatnia(ni) 🙂 Można rozważyć np. wielką różową ( kolor trimamowy dobrze się wyróżnia) kokardę 🙂
  8. Nie zapominaj o piciu i jedzeniu. Żelki, batony energetyczne są ok. Tylko nie eksperymentuj na zawodach. Jedz i pij to co zawsze podczas dłuższego treningu. Ja żelki przymocowuję do ramy taśmą, tak, żeby nie wypadły, ale też tak, żebym mogła spokojnie go z tej taśmy wydostać. Pij na rowerze!
  9. Co ze smarowaniem ciała? Ja smaruję oliwką nadgarstki, kostki i szyję, łatwiej piankę się zakłada i zdejmuje. Puder do dziecięcej pupy na miejsca narażone na otarcia. Podczas upału obowiązkowo krem z filtrem. I czapeczka z daszkiem, chustka na głowię podczas biegu.
  10. Słuchaj swojego ciała. Rozróżniaj zmęczenie od przemęczenia. Pamiętaj nic nie za wszelką cenę. Zejście z trasy w odpowiednim momencie to nie wstyd, tylko oznaka rozsądku. Następnym razem Ci się uda.Podczas tego startu pewnie będzie parę momentów, kiedy poczujesz, że jest ciężko, że nie dasz rady. Ja tu się ratuję moją głową, moją mantrą. Rozmawiam sama ze sobą J Wyobrażam sobie siebie na mecie. Czasami pomaga wyznaczenie bliższego celu jak np. jeszcze jedno kółko, byle do następnej lampy, i do następnej, i do następnej. Może to banalne, ale im bardziej pozytywnie wtedy myślisz tym większa szansa, że się nie poddasz. Ciesz się każdą chwilą, każdym metrem trasy. Debiut jest tylko raz w życiu J Na pewno będzie życiówka! Nie skupiaj się na bólu (uwierz mi boli każdego, tych najszybszych też), ale na tym, że robisz coś niezwykłego! Ale najważniejsze! To ma być dobra zabawa, radość z każdego metra, z uśmiechem na mecie! Pamiętaj – spocona (spocony), spragniona ( spragniony ), wykończona( wykończony), robisz coś fajnego, sięgasz po swoje marzenia!
    To tyle rad. Mam nadzieję, że się przydadzą! Życzę mocy!!! TriMama
    16-udalo-sie-jestem-triathlonistka
    Meta mojego pierwszego triathlonu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


9 × 7 =