Jak pachną dla mnie Święta?

świętaPamiętam (trochę jak przez mgłę) gdy przed operacją podpisywałam pismo o ewentualnej możliwości wystąpienia powikłań, utrata wzroku, paraliż, aż po najgorsze. Zaburzenia węchu i smaku wydawały mi się na tej liście mało ważne. Nie przywiązywałam do nich większej wagi. Ze szpitalem byłam obeznana od małego. Kiedy rodzice wracali z dyżuru zawsze ‘ciągnęli’ za sobą specyficzny, szpitalny zapach. Chlor, lizol i nie wiadomo co jeszcze. A teraz, po przebudzeniu na sali pooperacyjnej oddziału onkologii, nawet się zdziwiłam, że już nie ma tych szpitalnych smrodów.

Dość szybko zorientowałam się, że coś jest nie tak. Sięgnęłam do szafki, na której stał mój ukochany, miodowo waniliowy krem do rąk. To miała być mała przyjemność tego dnia. Posmarowałam jedną rękę, podnoszę do nosa, wącham…i …nic. Totalnie nic. Zero. Zawsze byłam wąchaczem. Lubiłam zapach prania, świeżego chleba czy zaparzonej kawy. Węch był niezwykle istotny, no może nie tak jak u mojego brata, dla którego akceptacja węchowa decyduje o tym, czy coś zje, wypije, a nawet ubierze. A tu nagle nic. Nic nie pachnie, nie smakuje…nic nie wyczuwam. Oczywiście wszyscy wierzyliśmy, że to przejdzie. Zostałam poddana setce „testów rodzinnych” typu: masz cztery szklanki, w każdej coś innego, a Ty zgadnij co. I starasz się zgadnąć, bo łudzisz się, że jest lepiej. Więc pytam: Słodkie? kompot?…pudło. To była gorzka herbata. Drugie podejście: Coś gorzkiego? Kawa czy czerwone wino? Znów źle. Tym razem piłam sok malinowy. Podsuwali zmywacz do paznokci pod nos a ja tak mogłam siedzieć i siedzieć i zero reakcji.. Dziś, półtora roku po operacji wiem, że te zmysły już nigdy nie wrócą. Nie odczuwam żadnych zapachów i smaków, ja je po prostu pamiętam. Ja ten smak jakoś ‘widzę’, czuję go innymi zmysłami. Nadal mam apetyt na rzeczy, które zawsze lubiłam. Jeszcze będąc w szpitalu marzyłam o mozzarelli z pomidorami i bazylią. Wspomnienie tego było tak silne, że potrafiłam odtworzyć ten smak i przez pierwszy tydzień po wyjściu ze szpitala codziennie jadłam sałatkę Caprese. 🙂 Kiedy zamawiam kawę, to zawsze latte z cynamonem, bo taką uwielbiałam i nadal uwielbiam. Pamiętam zapach niektórych perfum, ale już na lotniskach nie latam po duty free i nie wącham kosmetyków. Mozzarella, kawa i perfumy to jednak nie to, czego naprawdę mi brakuje. Najwspanialszy zapach na świecie to zapach Mani. Dlatego najbardziej żałuję, że nigdy nie dowiem się jak pachnie Ania. Chciałam przed Świętami napisać coś radosnego, powiedzieć że nadal jestem życiową optymistką. Coś w tym jest, że kiedy traci się jeden zmysł, wyostrzają się inne! Wydaje mi się, że kwiaty piękniej kwitną, ptaki weselej śpiewają a słońce bardziej świeci! Teraz jest najlepszy okres mojego życia, czuję się szczęśliwa i spełniona. Wierzę, że wszystko mi się uda! Z okazji nadchodzących Świąt życzę wszystkim pachnących drożdżowych bab i słodkich mazurków, ale przede wszystkim żeby te Święta były ciepłe, rodzinne i pełne miłości.

P.S. I to już na tyle o mojej chorobie. Od jutra będę pisać w kolorze różowym, kolorze TriMamy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− 6 = 3