Dlaczego rok 2014 był dla mnie jak bajka

Była zimna, grudniowa noc. Mróz szczypał w uszy, a z nieba padały grube płatki śniegu. Było tak zimno, że nikt nie otwierał drzwi, widać było tylko dym unoszący się z kominów. Wszyscy siedzieli w domach, pili gorący imbir i wygrzewali się pod kocami.
Wszyscy…oprócz 12 mężczyzn skupionych wokół ogniska w lesie. W lesie gęstym i wielkim, w którym nigdy jeszcze żadna ludzka noga nie stanęła.
Gdyby jednak komuś udało się przedrzeć przez gęstwinę i przycupnąć za drzewem, od razu zauważyłby, że tych dwunastu rosłych przybyszów w ogóle nie zwraca uwagi na hulający wiatr. Tak jakby nie był im straszny żaden mróz. A gdyby ten ktoś mógł im się jeszcze bliżej przyjrzeć to zauważyłby, że mimo różnicy wieku, wszyscy są do siebie bardzo podobni. Zupełnie jak bracia…
Kto nam jeszcze został do omówienia w tym roku? Zapytał jeden z nich.
– Chyba już tylko jedna osoba. Natalia…
– Zaczynaj styczniu.
Najstarszy z mężczyzn, z długą brodą sięgającą do pasa, z twarzą pobrużdżoną zmarszczkami wstał podpierając się sękatym kijem.
– Obdarzę ją śliczną małą dziewczynką, będzie miała na imię Ania. Urodzi się 24 stycznia.
– Czy Ty zawsze musisz najpiękniejsze momenty rezerwować dla siebie? Spytał następny z kolei brat.
– Jestem najstarszy z Was i należą mi się jakieś przywileje. Uśmiechnął się Styczeń.
– Dorzucę jeszcze jedne narodziny w moim miesiącu, narodziny TriMamy.
Luty był niewiele młodszy od brata, ale zdawał się nie ustępować mu dostojnością i powagą. Miał też jasne, śnieżnobiałe włosy, sięgające pleców. Gdyby ktoś go obserwował zza drzewa pomyślałby, że jest podobny do Legolasa.
– TriMama…hmmm. Pójdę więc tym tropem i sprawię, że kiedy pójdzie 20 lutego na swój pierwszy trening na basenie to się nie utopi!
To powiedziawszy, Luty klepnął Stycznia w ramię.
– No dobra braciszkowie, teraz ja! Odezwał się trzeci brat. Marzec był młodszy, nie tak zgarbiony. I miał nieco łagodniejszy głos.
– Dam jej siłę na pierwszy trening biegowy, no powiedzmy…3,5 km. Będzie spocona, zasapana, ale szczęśliwa.
– Daj spokój z tym bieganiem. Ja jej dam coś innego. Kwiecień miał rudawe włosy i zadarty nos. Było widać, że lubi płatać figle.
– Podaruję jej na Wielkanoc… Zamknął na oczy chwilę.
– Już wiem! Nowiutki, wypasiony, karbonowy rower. Kross! Ale…. i tu uśmiechnął się figlarnie.
– Nie nauczę jej jeździć, to musi zrobić sama.
Piąty z kolei brat (Maj mu było na imię) miał nieco ciemniejsze włosy, muskularne ramiona i piękny uśmiech.
– Ja sprawię, że przebiegnie pierwsze 10 kilometrów. Tego dnia będzie jej świeciło słońce.
Czerwiec miał rumiane policzki i usta czerwone jak truskawki .
– Ja podaruję jej w moim miesiącu kontrolny rezonans, a raczej jego wynik…dobry wynik. Wszystko będzie dobrze.
– Oj tak, to dobry pomysł. Pomruk aprobaty rozszedł się wokół ogniska.
– To piękny prezent.
– Ale to nie wszystko. Czerwiec podniósł rękę.
– Pomogę też jej przełamać strach i sprawię, że pierwszy trening w piance w wodzie otwartej i nie przestraszy jej i nie zniechęci.
– Nie daliście mi wielkiego wyboru. Uśmiechnął się Lipiec.
– Uczyliście ją biegać, pływać, jeździć na rowerze. Nie zostaje nic innego jak udział w triathlonie. Niech ten lipcowy dzień będzie jednym z najpiękniejszych w jej życiu. Niech go zapamięta na zawsze.
Sierpień wyglądał jak bliźniak Lipca, no może trochę był wyższy i miał bardziej granatowe oczy.
– Ja też myślałem o triathlonie. Spojrzał na Lipca z lekkim wyrzutem.
– Dam jej za to dwa prezenty. Najpierw jeszcze jeden triathlon, a potem (westchnął z zachwytem) wyślę ją na Półwysep i dam dwa tygodnie sierpniowych wakacji z rodziną. Będzie szczęśliwa! Sprawię, że chrzciny Anki będą skąpane w słońcu, a kościółek będzie pięknie pachniał.
– Pamiętaj, że ona nie czuje zapachów. Spojrzał na niego z wyrzutem Maj.
– A no tak. Sierpień puknął się w głowę.
– Sprawię, że kościółek będzie pięknie ustrojony, a Anulka nawet nie zapłacze kiedy ksiądz poleje jej główkę zimną wodą.
Wszyscy się uśmiechnęli i tylko Wrzesień siedział markotny.
– Nie mam dziś nastroju, powiedział.  Nie mam ochoty na sprawianie tylko radości. Spojrzał dookoła ogniska i kontynuował.
– Ludzie muszą doświadczać też smutku, muszą czasami popłakać, muszą docenić to co mają. Muszą czasem chorować, leżeć w szpitalu. Nawet malutkie dzieci, jak Marysia.
– Daj spokój starszy bracie. Październik był wyraźnie młodszy, ale odwagi mu nie brakowało. Jego brązowe włosy przyprószone były złotym piaskiem.
– Jesteśmy czasami okrutni, ale jest nas dwunastu i każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze lata. Ja mam dzisiaj świetny humor więc pozwolę jej przebiec pierwszy w życiu półmaraton. I dam synkowi jej brata na imię Franuś. Niech się urodzi 2 października i będzie (kolejnym) oczkiem w głowie wszystkich.
Listopad miał nieco deszczową minę. Mimo, że widać było w nim zmęczenie całym spotkaniem, jego oczy świeciły jak dwa węgielki.
– A ja już nic jej nie dam. Dwa lata temu podarowałem jej radość z udanej operacji. Od tamtego czasu będzie o tym zawsze pamiętać.
Wszystkie oczy zwróciły się w stronę grudnia. Twarz miał śliczną jak marzenie, oczy niebieskie, białe loki…widać było, że jest najmłodszy, ale kiedy odezwał się w całym lesie nastała cisza. Nawet drzewa słuchały, co ma do powiedzenia.
– Bracia kochani. Byliście bardzo szczodrzy dla tej dziewczyny. Daliście jej tyle radości, miłości, ciepła. Mam nadzieję, że ona to doceni. Sprawię, że będzie miała ciepłe i rodzinne święta, pełne dziecięcego śmiechu i łez wzruszenia.
– No dobrze. Dodał po chwili,
– Niech będzie jeszcze jeden półmaraton, w mikołajkowych czapkach.
Spojrzał na skupione wokół niego postacie.
– Pora się pożegnać bracia. Tyle dziś już zrobiliśmy…

O rany, to tylko mi się śniło? Spojrzałam na ścianę w pokoju, gdzie w rzędzie wisi dziesięć medali z całego roku. Uff…sen snem, ale medale są prawdziwe!
Przekręciłam się na drugi bok. I znowu zamknęłam oczy.
– Dziękuję Wam bracia miesiące. Pomyślałam.
– Nie zapomnijcie o mnie w przyszłym  roku…

komentarze 2Dodaj komentarz

  • Natalio, jesteś moją najlepszą motywacją, jaka przytafiła mi się w 2014 r. Podziwiam Cię i Ci kibicuję z całego serca! Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ 9 = 17