T jak triathlon, czyli okiem triathlonowego żółtodzioba

O triathlonie napisano już wiele. Czy taka nowicjuszka jak ja może dorzucić swoje pięć groszy? No bo co ja mogę nowego powiedzieć. A jednak. Pytano mnie wielokrotnie jak wyglądały moje przygotowanie, jak mi się to udało. Czy można od zera, w krótkim czasie stać się triathlonistką? Czy można ukończyć swój pierwszy triathlon w parę miesięcy po porodzie, karmiąc piersią? Myślę, że nawet triathlonowy guru miałby problem z odpowiedzią. A ja nie.

Teoretycznie „siedzę” w tym od lat. Od kiedy Paweł z moim bratem Jaśkiem, zadebiutowali w Suszu, wskakując do wody w gatkach kąpielowych. Od tamtego czasu skazana byłam na słuchanie o piankach, żelkach, sprzęcie, tętnie. Więc w teorii byłam niezła, ale co innego praktyka. Dla matki karmiącej z pociążową nadwagą 20 kg (!!!) i z wymagającą dwulatką w domu, nie mogło być łatwo.

Teraz uwaga – najważniejsza część tego wpisu: Jeżeli chcesz, możesz ukończyć triathlon! Tak, właśnie Ty!
Najważniejsze jest podjęcie decyzji o starcie. Nie czekaj, aż Twoje ciało będzie szczuplejsze, sprawniejsze, bardziej wydolne. Ono się takie stanie podczas treningów. Nie czekaj, aż pokochasz swoje ciało za to jak wygląda, pokochaj je teraz, za to co możesz z nim zrobić.

Nigdy nie pływałam kraulem, licznik na rowerze, od paru lat nie przekroczył 100 km (i to nie km/h…), a jedynym osiągnięciem biegowym była ukończona ‘dycha’ cztery lata temu (po której myślałam, że zejdę).
Nie miałam dużo czasu na treningi. Wprawdzie Paweł pomagał jak mógł, tak samo jak cała najbliższa rodzina. Nie będę już pisać o dodatkowej przeszkodzie w moim przypadku, czyli o tym, że byłam po operacji guza mózgu. To był czas wielu wyrzeczeń. Mimo wszystko to był piękny czas! Bycie matką to najwspanialsza rzecz, jaka może się przydarzyć kobiecie. Myślę jednak, że każda z nas potrzebuje też zrobić czasami coś dla siebie. Zamknąć na chwilę drzwi i wejść do innego świata. To tam walka ze zmęczeniem, przyspieszone bicie serca, bolące mięśnie spowodowane czymś innym niż macierzyństwo, stają się lekarstwem dla ciała i duszy. Będziesz silniejsza, bardziej pewna siebie, szczęśliwsza.
No to część motywacyjna już jest! To najważniejsze, bo bez tego ani rusz. Jeżeli planujesz debiut w Tri, moje rady Ci się przydadzą. Jeżeli jesteś starym wyjadaczem, to może chociaż z łezką w oku wrócisz myślami do swojego debiutu i przypomnisz sobie jak to było… 🙂

Niezbędnik Triathlonisty, czyli czego potrzebujesz:

Pływanie. To dla wielu z nas chyba największa przeszkoda żeby podjąć decyzję o starcie. Ja też się bałam wody, bo… z wody trzeba wyjść! Wcześniej nigdy nie pływałam kraulem, nie lubiłam nawet moczyć głowy pływając. Moje treningi na basenie zaczynały się o 5.40 rano (jeszcze ciemno, wszyscy śpią) albo o 22.15 (Już ciemno, wszyscy śpią). Było mi dane trenowanie pod okiem profesjonalistów w grupie pełnej super ludzi. Ukończyć triathlon można pływając stylem, w którym się najlepiej czujesz. Ja zawodach pływałam stylem „mieszanym” (na zmianę żaba i kraul) i dałam radę. 🙂
Podsumowując, do części pływackiej potrzebujesz: dostępu do basenu, czepek, strój, okularki. Opcjonalnie jeszcze pianka. Na zawodach ciągle jest wiele (chociaż wg mnie coraz mniej) osób startujących bez pianek (ale można ją też wypożyczyć). Dla mnie, zmarźlaka, pływanie w morzu bez pianki nie wchodziło w grę. 🙂

IMG_4753

Rower. Ja miałam wielkie szczęście, że dostałam od Firmy KROSS super rower. Lekki, zgrabny i śliczny Vento 4. Ale można zacząć na swoim starym rowerze. Moj brat swój pierwszy triathlon pojechał na pożyczonej, starej kolarzówce z dopinanymi noskami, a Paweł na swoim „góralu”. Czasy na rowerze i tak mieli przyzwoite. Jak masz czas na zajęcia spinningowe na siłowni to super! Kask – musisz go mieć. Trenując do zawodów pewnie znajdziesz się na ulicy na której nie ma wytyczonego pasa dla rowerów. Z tolerancją na drodze jest pewnie lepiej niż kilka lat temu, ale ciągle zdarzają się „uprzejmi” kierowcy, którzy np dla zabawy mijając się zatrąbią… Moja rada nowicjuszki, nie traktuj roweru po macoszemu. Niby każdy z nas umie jeździć na rowerze. Mi też się tak wydawało. Ale tego przerażenia i uczucia paniki podczas mojej pierwszej przejażdżki raczej nie zapomnę (cieniutkie opony, nogi unieruchomione w pedałach, pozycja zgięta nienaturalnie w pół. 🙂

IMG_5596

Bieganie. Tu sprawa najprostsza. Można biegać kiedy i gdzie się chce. Ja zaczęłam od 2-3 km.
Jeżeli nie jesteś biegaczem, zacznij wolno albo nawet od marszu. To Ci pozwoli zbudować formę.
Najważniejszym sprzętem są oczywiście buty – bezwarunkowo dobre. One będą z Tobą do końca. One będą niosły Twoje nogi. One w końcu przekroczą linię mety. Idź do profesjonalnego sklepu – coraz więcej jest takich, w których będziesz mieć okazję przymierzyć kilka modeli i przebiec się w nich po bieżni. Ja się zdałam na fachowców i nie żałowałam przez ani jeden kilometr. 🙂

IMG_6173

Trenując, przestrzegaj najważniejszej zasady – słuchaj swojego ciała! Lepiej dwa treningi za mało niż o jeden za dużo. Bądź mądra, czujna i bezpieczna. Przetrenowanie jest gorsze niż niedotrenowanie. Kiedy czułam, że potrzebuję odpoczynku to robiłam 2-3 dni przerwy w treningu. Na linii startu do triathlonu stanęłam wypoczęta , nieprzetrenowana, z zapasem sił.

Jeżeli spróbujesz raz, myślę, że załapiesz TriBakcyla tak jak ja. Triatlon zmieni Twoje życie, na zewnątrz i od środka. Każdy zaczyna inaczej, startuje z innego miejsca.. Ale meta jest ta sama. Ja zaczynałam od zera. Ty tez możesz.

To co? Widzimy się za rok na starcie?… 🙂

komentarzy 8Dodaj komentarz

  • potwierdzam, ze da sie ukonczyc zawody na goralu i w „gatkach” do plywania. przed startem polecilbym jednak zrobic chociaz kilka zakladek. ja o zakladkach uslyszalem dopiero po pierwszym starcie 🙂 po zejsciu z roweru, nogi sie obrazily i nie chcialy biec. Ba, isc nawet nie chcialy!

    • Przede wszystkim gratuluję podjęcia decyzji! Już trzymam kciuki! Zobaczysz jak to wciąga 🙂 A ta adrenalina i endorfiny podczas wbiegania na metę.. Coś niesamowitego. Ja mam za sobą dwa starty triathlonowe. Debiut – dystans 1/4 IM (950 m pływanie, 45 km rower, 10,5 km bieganie). Drugie zawody to sprint – (750 m pływanie, 20 km rower oraz 5 km bieg). Jestem pewna, że dasz radę!

  • slyszałam już własnie o zakładce więc dziękuję wezmę sobie do serca… martwi mnie ten czas w pływaniu jestem totalna noga (jutro pierwsze zajęcia z Panią instruktor) i 1500 pływania 45 rower i 10 bieg w ciągu czterech godzin to póki co dla mnie lekka abstrakcja…ale klamka zapadła zapisana jestem 25 lipiec Poznan nie ma odwrotu 🙂 trzymajcie kciuki 😉 a to wszystko dzięki Tobie 🙂 po przeczytaniu powiedziałam sobie to jest to…dam rade!

    • Cieszę się bardzo! Do 25 lipca jeszcze dużo czasu 😉 Mój brat startował w tym roku w Poznaniu, ponoć rewelacyjne zawody. Ja też bałam się pływania. Chyba każdy, kto zaczyna przygodę z TRI ma tu najwięcej obaw. No chyba, że ktoś jest super pływakiem. Ale nie taki diabeł straszny 😉 Super, że zaczynasz pod okiem trenera. To Ci dużo pomoże. Na pewno przed zawodami warto popływać w ‚realu’. Jezioro, morze.. Oczywiście, że na zawodach wbiegając do morza miałam ściśnięte gardło.. Ale już jak postawiłam nogę na lądzie to odetchnęłam 🙂

  • jakbyś mogła opowiedziec ile robiłaś treningow tygodniowo i jak mniej więcej wyglądały…równiez mam dwójkę słodziaków w domu dodatkowo mocno absorbującą pracę (również wyjeżdzam) więc próbuje sobie to jakoś poukładać. Bieganie na delegacjah to na pewno 😉 ale ilościowo jak to u Ciebie wyglądało?

    • Ja stanęłam na starcie w niespełna sześć miesięcy po porodzie, po pięciu miesiącach od rozpoczęcia treningów. Biorąc pod uwagę, że miałam małą Manię i dopiero co urodzoną Anię moje trenowanie było bardzo uzależnione od nich 🙂 Tak naprawdę to te dwa ostatnie miesiące przed zawodami były bardzo intensywne, prawie każdego dnia ‚coś’ robiłam. Oczywiście starałam się nie zapominać o regeneracji i odpoczynku bo to też bardzo, bardzo ważny element treningu. Starałam się nie odpuszczać treningów na basenie, więc dwa razy w tygodniu basen zaliczony musiał być! Rower – mamy w domu rower spinningowy więc sama wsiadałam i kręciłam, a jak już zrobiło się cieplej to dawaj na szosę 🙂 Biegałam dwa-trzy razy w tygodniu. Nawet jakiś krótki dystans, raz dwa. To pomaga trzymać formę. Czasami też miałam trening siłowy. Podsumowując – docelowo robiłam tak: dwa razy basen, raz/dwa rower, dwa/ trzy bieganie. Pod koniec też robiłam zakładki i to na pewno też dużo daje. Oczywiście były tygodnie, w których dużo treningów odpadało.. Takie życie… Pisz śmiało jak będziesz miała jakieś pytania. Mam nadzieję, że uda mi się odpowiedzieć i pomóc. Pamiętaj, to jest przygoda, którą będziesz wspominać długo, długo. Droga do celu bywa ciężka, ale cel – warty tego:) POWODZENIA! TriMam kciuki!

  • dzieki za podpowiedzi.. ja w domu mam orbitrek wiec na tym w domu poprzestaje, zaliczylam bieg noworoczny 5km regularnie silownia bo mam spore problemy z kregoslupem i musze go wzmonic przed forsowaniem sie. Poki co wpisuje w grafik dwa razy plywanie (raz z instruktorka raz bez) silownia dwa razy w tygodniu plus bieganie dwa. Mam pewne obawy co do czasow… zapisalam sie na dystans olimpijski 1500km plywanie (na to jest godzina hmm na oko zajmie mi to 50 min fale tlok ludzie prad? 40 km rower..na to jest 1,5 h hmm 2 godziny byloby bezpieczniej ale 1,5? na kolazowce jeszcze nie jezdzilam maz zakupil dla siebie a ze rozmiarowka ta sama to tez bede korzystac ale to jest dla laika realne? jaki Ty mialas czas? oczywiscie moge byc ostatnia na mecie nie przeszkadza mi to ale nie zmiescic sie w czasie to troche obciach 😉 no i 1,5 h na bieganie to juz tu spory zapas sie robi mysle ze 10km bo takim wysuiilku zajmie mi okolo godziny. Jak u Ciebie to wyglada?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


6 × 7 =